Nastolatka chodziła po lesie już dobre pół godziny i coraz bardziej zaczęła żałować swojej decyzji. W sumie sana nawet nie była pewna dla czego tak zareagowała. Toznaczy proste, że na Jeroma i tak by warknęła ale czemu wyszła z domu? I do tego bez cieplejszej kurtki??
Czemu tak zareagowała na ten komentarz Clark'a? Przecież bez przerwy ktoś się zastanawia jakim cudem ona i Miller nie są jeszcze parą. A może to nie o to chodzi...?
~♡~♡~
-A tą co ugryzło??- spytał Clark po tym jak Patricia wyszła z domu trzaskając drzwiami. Reszta mieszkańców akademika popatrzyła na blondyna jak na idiotę.
-No co?!
-Ohh Jerome... - zaczęła Mara - Chodzi o to, że ludzie ciągle gadają o tym czemu Patricia i Eddie nie są razem chociaż ewidentnie ich do siebie ciągnie... Nawet nie zaprzeczaj Miller - warknęła dziewczyna gdy chłopak juz otwierał usta aby zaprotestowań - No i w końcu każdego to może wkurzyć... Szczególnie jeśli ma się taki temperament jak ona
-Czyli, że to moja wina, tak??
-Wiesz Trudy te babeczki wyszły ci idealnie - zawołał Alfie przerywając niezręczną ciszę, która tak żadko panowała w tym domu.
-Dziękuję Gwiazdeczko - uśmiechnęła się opiekunka - dzieciaki, a co byście powiedzieli na to aby zrobić dziś maraton filmowy??
-Brzmi świetnie - przez całe pomieszczenie przeszła fala aprobaty w kierunku Rehman
-Tylko jest jeden problem Trudy... Victor raczej nam nie pozwoli siedzieć dłużej niż do dziesiątej, a w takim wypadku to się nie opłaca..
-Ohh nie przejmuj się tym Nino. Victor oraz grono nauczycielskie wyjeżdżają na szkolenie dla nauczycieli
Błądzić coraz głębiej w las. Co chwilę porywają się o jakieś wystające konary drzew. Co prawda już nie słyszała kroków za nią lecz i tak bała się odwrócić żeby się upewnić.
W pewnym momencie nie zauważyła obalonego pnia drzewa i runęla jak długa. Poczuła że postać powoli się do niej zbliża. Szybko poderwał się na nogi i znów zaczęła kierować się w stronę domu.
A przynajmniej miała nadzieję że to w końcu ta właściwą trasa. Na szczęście po kilku minutach zauważyła zarys akademika. Wiedząc że jest już tak blisko postanowiła po raz pierwszy się odwrócić i sprawdzić.
Jednak gdy się odwróciła nie widziała za sobą już nikogo. Czyż by jej się tylko wydawało?? Na to wygląda.
Uspokojenia tą myślą zwolniła kroku i spowrotem spojrzała w stronę domu. Jednak to co zobaczyła przed sobą przeraziło rudą. Mianowicie stał przed nią mężczyzna ubrany w czarną bluzę z zarzucono na głowę kapturem i w za luźnych czarnych spodniach. Nie widziała twarzy gdyż była zamaskowana. Przez chwilę wpatrywała się w jego zimne niebieskie oczy, a chwilę po tym facet przemówił.
-Niby taka odważna, a ucieka przez cały czas przed mężczyzna... No, no. Nie tego się spodziewałem po takiej zadziornej dziewczynie jak ty Izzy
-Kim jesteś i skąd znasz moje imię? - spytała ruda. Włożyła cały swój wysiłek w to aby jej głos nie zadrżał ani odrobinę.
-Ohh czyli jednak się pomyliłem?? Skąd w tobie tyle gniewu kwiatuszku?! - zaśmiał się.
-Nie nazywaj mnie tak! I odpowiedz na moje pytanie.
-Chyba nie rozumiesz... To ja tu wydaje rozkazy, a ty je spełniasz.
-A to niby czemu miała bym się ciebie słuchać?!
-Powiedzmy, że jeśli tego nie zrobisz niepotrzebne osoby mogą ucierpieć... A teraz słuchaj uważnie! Ja wiem, że ty wiesz co tu się dzieje i wiesz, czemu tu tak na prawdę jesteś. A kiedy już znajdziesz skarb przyniesie mi go. Rozumiemy się? Mam nadzieje. A teraz uciekaj i nikomu ani słowa o naszej rozmowie. Jasne?
-Jak myślicie... Ten wyjazd ma coś wspólnego z poszukiwaniami?? - spytała miodowowłosa kiedy razem z czwórką przyjaciół weszła do pokoju swojego chłopaka
-No raczej. Przecież inaczej Victor nie pojechał by z nimi. W końcu nie jest nikim z grona pedagogicznego...
-Ale spójrzmy na to z innej strony... Nie będzie go przez cały weekend więc będziemy mogli ma spokojnie przeszukać jego gabinet. Może zostawił jakieś wskazówki - zamyślił się Fabian
-Nie. Nie Możemy - zawołał trochę zbyt gwałtownie Miller
-A to niby czemu?
-Ymm no bo... No bo obiecałem Patricii, że dziś tam z nią pójdę
-A po co ona tam chce znowu iść? -spytała Amber
-A czy to ważne po co tam chce wejść?! Ważne jest to , że nie przyszła z tym do mnie, swojego najlepszego przyjaciela, tylko do niego - wykrzyknął ciemno skóry wskazując na blondyna siedzącego na swoim łóżku
-Alfie później po gadasz z Eddie'm na ten temat. Ale skoro wybierasz się tam dziś z Iz to mógł by s przy okazji sprawdzić czy nie ma tam przyp... - brunet nie dokończył zdania, gdyż drzwi do pokoju chłopaków otworzyły się z impetem, a w ich progu pokazała się rudowłosa dziewczyna Cała brudna i roztrzęsiona. Nic nie mówiąc usiadła na łóżku blondyna. Przyjaciele popatrzyli się na siebie. Nikt nie był pewny co w takiej sytuacji powiedzieć. Czy w ogóle powinni coś mówić... Jednak po chwili niezręcznej ciszy ruda postanowiła odpowiedzieć na nie zadane jeszcze pytanie.
-Gonił mnie po całym lesie
-Ale kto?? - spytał Eddie
-A żebym to ja jeszcze wiedziała. Koleś był zamaskowany. Przed domem udało mu się mnie w końcu złapać. Zaczął coś gładzie, o tym że nie tego się po mnie spodziewał, a po tym będzie coś o jakiś skarbach, wybranych i kazał mi coś dla siebie znaleźć. Ale wiecie co jest najgorsze?? Nazwał mnie IZZIE!!
- Chwila moment. Czy ja dobrze rozumiem?! Gonił cię po lesie jakiś zamaskowany facet, a ty się pieni tylko dla tego, że nazwał cie po imieniu?! - zapytała z niedowierzaniem w głosie Amber
-W sumie to jeszcze tym, że groził mi śmiercią...
-A powiedział ci przynajmniej co masz dla niego znaleźć??
-Fabian niby taki mądry, a nie wiesz, że tacy psychopaci nigdy nie mówią do końca o co im konkretnie chodzi? Ale mniejsza już o to... Miller miałeś mi dzisiaj w czymś pomóc, pamiętasz?? - i nie czekając na odpowiedź Patricia pociągnęła blondyna do wyjścia.
-Na serio myślimy, że to o nią chodzi??
-Jak na razie wszystkie nami na to wskazują...